XXIX Le Marathon International de Marrakech – egzotyczny maraton w środku zimy

Koniec stycznia, środek polskiej zimy i cudowna wiosna w Marakeszu. Rokrocznie od niemal trzydziestu lat odbywa się tu bieg na dystansie maratonu i półmaratonu. Organizatorzy postarali się aby trasa była miła, łatwa, szybka i egzotyczna. I nic dziwnego, bieg ma status maratonu „international” i posiada honorowy patronat Jego Wysokości Króla Mohammeda VI. Wielu biegaczy kolekcjonując koronę maratonów świata na swój bieg afrykański wybiera właśnie Marakesz.

O maratonie w Marakeszu marzymy od dobrych kilku lat. Choć bywamy w tym kraju kilka razy do roku turystycznie, skiturowo czy zawodowo. Dopiero zimowa promocja tanich lotów motywuje nas do wypełnienia zgłoszenia. (Co ważne, organizator umożliwia zapisy do biegu również w biurze zawodów dzień przed startem.) Siatka połączeń taniego przewoźnika daje wybór; krótki wypad na weekend i szybką życiówkę lub wyjazd na bieganie i zwiedzanie, czyli pełne 7 dni. Wybieramy drugą opcję. Maroko to zbyt barwny i fascynujący kraj, by spędzić w nim ledwie 3 dni.

Mimo, iż Marakesz jest najchętniej odwiedzanym turystycznie miastem w kraju, nie mamy większych trudności ze znalezieniem dobrego, niedrogiego hotelu w centrum. Wybieramy lokalizację tuż przy placu Jamaa-El-Fna w sąsiedztwie meczetu Koutoubia (dla wszystkich będących w Marakeszu pierwszy raz- to najlepszy punkt orientacyjny w mieście.) Stąd jest najbliżej do miejsca startu, ale i do serca starego miasta oraz słynnych suków, w których kupić można dosłownie wszystko. Plac jest centrum kulturalnym, imprezowym, zakupowym, towarzyskim, a nawet kulinarnym miasta, tętni życiem 24h na dobę. Dobrze mieć go tuż za rogiem.

Trasa obu dystansów wytyczona została szerokimi alejami wokół medyny (starego miasta). Start i metę usytuowano wspólnie na dwupasmówce Moulay Rachid . Dalej trasa wiedzie szeroką arterią wzdłuż lotniska, przez kilka urokliwych, cudownie zielonych parków miejskich, wreszcie tuż obok równie zielonych pól golfowych. A na horyzoncie towarzysza nam ośniezone szczyty Atlasu Wysokiego, którego szczyty mają powyżej 4000m npm. Doskonale płaska trasa (zero podbiegów, no poza jednym – ok 5 metrowym!) co rusz zbliża się i oddala od majestatycznych murów medyny. Dwunastowieczne mury obronne to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów pejzażu miasta. Wzniesione z bloków czerwono-różowej gliny zachowały się niemal nietknięte. Mierzą 9 m wysokości, a miejscami aż 2 m grubości. Na niektórych odcinkach trasy dają biegaczom sporo cienia i trochę wytchnienia przed słońcem.

Pogoda w dniu startu wręcz idealna, o świcie niewiele poniżej +14°C, pełne słońce, krystaliczna przejrzystość powietrza. W ciągu dnia robi się przyjemnie ciepło, ale bez paraliżujących upałów (do +22-24 °C). Marakesz usytuowany jest na przedgórzu Atlasu Wysokiego (465m n.p.m., tj. wysokość Szczawnicy). W linii prostej do gór to zaledwie 70 km. W słoneczny, rześki poranek białe szczyty Atlasu skrzą się w promieniach słońca niczym olbrzymie podświetlane banery na rogatkach miasta. Widok potężnego łańcucha górskiego towarzyszy nam niemal na całej trasie. Nowoczesna cześć miasta jest przestronna i soczyście zielona -wszędzie wzdłuż dróg rosną drzewka pomarańczowe na zmianę z oliwnymi. Na rondach i skwerach wzdłuż skrzyżowań królują palmy daktylowe. Puste przestrzenie pomiędzy ogrodami i zabudowaniami to łąki-parkingi dla pasących się sennie wielbłądów. Biec w środku zimy wśród palm i wielbłądów- to egzotyka w najczystszym wydaniu! Tuż przed metą do ostatniego wysiłku zagrzewa biegaczy wielobarwna kapela barberyjska. Panowie robią nieznośny hałas, być może ich ambicją jest przekrzyczeć Shakirę śpiewającą z tysiącwatowych głośników? Grunt, że doping się sprawdza – połowa z naszej ekipy wybiegała dzisiaj swoją nową życiówkę.

Po biegu koniecznie trzeba zafundować sobie zasłużony relaks. Warto jednak wiedzieć, że nic innego nie da biegaczowi więcej przyjemności jak tylko wizyta w typowym marokańskim hammamie, czyli muzułmańskiej łaźni publicznej. Jednakże dla turystów-biegaczy polecamy w tym dniu wersję VIP – czyli hammam berberyjski, z masażem i spacjalnymi olejkami wonnymi, przy dźwiękach beberyjskiej muzyki, co doskonale odpręży zmęczone ciało.  Na niespieszną, rzetelną regenerację organizmu można z powodzeniem poświęcić całe popołudnie.

W poniedziałek, kiedy emocje po biegu już całkiem opadają ruszamy w głąb Maroka.

Część grupy za cel obiera sobie nadmorską Essaouirę, niezwykle klimatyczne miasteczko o zgoła odmiennym temperamencie, niż Marakesz. Nawet w najgorsze letnie upały miasto oddycha cudowną bryzą znad oceanu. Miasto może pochwalić się wspaniałymi długimi plażami. Jest to ulubione miejsce wakacyjnych wypadów samych Marokańczyków, ale też niezwykła enklawa wszelkiej maści artystów i tzw. niebieskich ptaków z niemal całej europy i północnej części Afryki. To tutaj odbywa się znany na całym świecie tygodniowy festiwal muzyczny Gnaoua Festiwal. Wieczorem korzystamy z dobrodziejstw muzyczno-kulturalnych tego miejsca i zaszywamy się w jednym klubie, uczestnicząc aktywnie w koncercie muzyki”świata”. Niektórzy z nas mają doskonałą okazję odkryć w sobie talenty muzyczne! Pozostałe 4 osoby kierują się w góry z zamiarem zimowego zdobycia czterotysięcznika Jabal Toubkal, najwyższego szczytu Atlasu.

Cztery wolne dni pozostałe po maratonie można również wykorzystać na wizytę w słynnym błękitnym mieście, Szafszawan, w Fezie lub Rabacie. Styczeń to dobra pora na intensywne zwiedzanie Maroka, temperatury są łagodne i sprzyjają aktywnym podróżom.

Maroko ma sporo do zaoferowania również tym, którzy swoją przygodę z maratonem w Marakeszu muszą zmieścić w ciągu krótkiego weekendu. Około-weekendowe loty taniego przewoźnika (wylot z Krakowa w piątek rano, powrót w poniedziałek popołudniu) dają szansę na uważne poznanie miasta lub jednodniowy wypad na prowincję np. do malowniczego wodospadu Ouzoud, największego w Maroku. Marokańskie wieczory warto poświęcić na uczty kulinarne- tutejsza kuchnia zniewala bogactwem przypraw. Króluje kolendra, kurkuma, szałwia. Koniecznie trzeba spróbować tadżinu, aromatycznego dania z mięsa z dodatkiem duszonych warzyw, albo wegetariańskiego, w przeróżnych odsłonach – z dodatkiem orzechów, suszonych owoców, oliwek. Warto zamówić dzbanek whisky berber (aromatyczna bardzo słodka herbata bez dodatku alkoholu) oraz spróbować soku pomarańczowego z kramów na placu Jamaa-El-Fna.

Nawet po krótkim weekendzie niemal każdy będzie chciał tu wrócić. My wrócimy!